|
"Gołota jest jak wino - im starszy, tym lepszy"
Sam Colonna to pierwszy amerykański trener Andrzeja Gołoty. Przygotowywał go do debiutu w Stanach w 1992 r. i do ostatniej walki, w październiku 2007 r. Tym razem stanie w narożniku Polaka 19 stycznia w Nowym Jorku podczas pojedynku z Mike'em Mollo. "Andrew jest jak wino - im starszy, tym lepszy" - opowiada DZIENNIKOWI.
Gołota skończył 5 stycznia 40 lat. Był pan na jego przyjęciu urodzinowym?
Mieliśmy małe przyjęcie w gymie. Mariola, żona Andrew, przyniosła tort. Zebrało się 20 zawodników i wszyscy odśpiewaliśmy mu "Happy Birthday". No, powiedzmy, że to był śpiew.
Życzył mu pan tytułu mistrza świata?
Nie, ani słowa o boksie. Po prostu szczęścia w nowym roku. Pas mistrza zależy tylko od niego.
Zanim dostanie walkę o tytuł, musi pokonać Mollo. Jest przygotowany?
Biega rano albo wieczorem przez godzinę. Mieliśmy trzech sparingpartnerów podobnych do Mollo. W poniedziałek boksował 6 rund, w środę to samo. Kolejny sparing czeka go w sobotę. Tym razem wieczorem, około 8, nawet 9, w czasie, kiedy będzie walka. Podnosił też ciężary, ale od tego tygodnia przestał. Wystarczy tej siły, teraz potrzeba mu świeżości. Ma za sobą ciężkie treningi, razem 4,5-5 godzin dziennie.
I wytrzymuje te obciążenia? W końcu to już starszy pan?
Dobre, ale niech mu pan tego nie mówi. Spokojnie, Andrew jest jak wino - im starszy, tym lepszy.
Zna pan doskonale jego rywala, mówił pan, że Mollo nie zawsze przykłada się do treningów. Tym razem przyłożył się, pojechał nawet na obóz do Miami.
Jestem pewien, że się przykłada jak nigdy wcześniej. Dla niego walka z Gołotą to życiowa szansa. Ciekawa sprawa - nie tylko znam Mollo, ale i jego trenera, Mike'a Garcię. Nie uwierzy pan, ale trenowałem i jego. Dokładnie byłem jego współtrenerem przez całą karierę. Znam tych ludzi doskonale i wiem, czego się po nich spodziewać.
Mollo zapowiedział, że nie zamierza rzucać się na Gołotę od pierwszych sekund. Wierzy mu pan?
A skąd. To takie gadanie na użytek mediów. Jestem pewien, że rzuci się na Gołotę od początku. Tak, jak rzucał się na wszystkich swoich dotychczasowych rywali.
To jak pan przygotowuje Gołotę do tych pierwszych chwil pojedynku?
Sparrigpartner walczy z nim rundę, góra dwie. Zaraz potem do ringu wchodzi kolejny. Są szybcy, wypoczęci, atakują Gołotę non stop, nie dają mu złapać oddechu.
Gołota to najlepszy bokser, którego pan trenował?
Nie. Miałem kiedyś takiego boksera z Meksyku, którego zacząłem trenować, jak był dzieciakiem. Kiedy skończył 21 lat, zrobiłem z niego zawodowca. Pracował dla mojej firmy i boksował dla mnie. Kiedyś poleciał do Meksyku na wakacje. Po powrocie powiedział mi, że nie chce więcej trenować, bo boks to za ciężki sport.
Tak po prostu?
Tak po prostu. Chodziło o dziewczyny, o zabawę. Wcześniej pilnie trenował, nie wiedział, co to zabawa. Kiedy jej popróbował, zdecydował, że to jest najważniejsze. A był nieprawdopodobnie utalentowany.
Gołota nadal pilnie trenuje. Wierzy pan, że w końcu zostanie mistrzem świata?
Tak, ale tylko wtedy, jeżeli sam będzie wierzył w to, że może nim zostać.
A wierzy?
O tak. Po to wrócił do gymu. Jest głodny. On chce mieć ten pas. Dlatego nie odchodzi na emeryturę.
Ale jest stary, jego wiek nie pomaga w sporcie.
Bez przesady, czterdziestka to nic złego, nawet w boksie. Każdy podaje przykład George'a Foremana, jest też Evander Holyfield czy Bernard Hopkins. Są starsi od Gołoty.
Pracował pan z Gołotą, kiedy
|